W ten poniedziałek obchodzony jest w Finlandii Dzień Niepodległości. Nauczycielka Fińskiego powiedziała, że podczas każdego święta, ulubionym daniem miejscowych są "małe kiełbaski i frytki".
Skończył się dzisiaj kurs języka rosyjskiego - oglądaliśmy na koniec kreskówkę z Wilkiem i Zającem. Ogólnie wszystko już się kończy, organizacja wynajmująca nam pokoje, czyli przeklęty na zawsze TOAS wysłała każdemu studentowi list z pozdrowieniami i informacją ile kosztuje pozostawienie brudu w danej części mieszkania. Łazienka 30 euro, pokój 40 euro i tak dalej, byleby tylko nie zwrócić biedakom wpłaconej kaucji.
Zorza też już sobie poszła, a nawet mrozy przeniosły się do Polski i dzisiaj było już tylko minus 5 stopni. A ja zostaje tu jeszcze dwa tygodnie aby napisać egzamin z ruskiego, fińskiego i... stalinizmu.
czwartek, 2 grudnia 2010
wtorek, 30 listopada 2010
Zorza
Kiedy już straciłem nadzieję, że ją tu zobaczę zorza nadeszła niespodzianie wczoraj. Najpierw zauważyły ją Hiszpanki, które darły się i biegały po domu około trzeciej w nocy dnia poprzedniego, ale to w miarę normalne - one nie potrzebują zorzy by zachowywać się w ten sposób.
Później Aga zobaczyła słup światła bijący w niebo znad fabryki opon. Po następnych 30 minutach na telefonie wyświetliła się wiadomość od Adasia o treści:
...i wiem już teraz, że aparat znaleziony przez Sewcia, nie jest w stanie pokazać nawet skrawka zorzy, ale i tak uwielbiam go szczerze.
Aparat Adasia uchwycił ją trochę lepiej, mimo to całkowicie zgadzam się z Łukaszem, który napisał:
Wszystkie zdjęcia poniżej zrobił Adaś.
Później Aga zobaczyła słup światła bijący w niebo znad fabryki opon. Po następnych 30 minutach na telefonie wyświetliła się wiadomość od Adasia o treści:
Teraz jest zorzaUbrałem się w bluzę, polar, kurtkę, czapę, rękawiczki. Wyszedłem przed dom i...
...i wiem już teraz, że aparat znaleziony przez Sewcia, nie jest w stanie pokazać nawet skrawka zorzy, ale i tak uwielbiam go szczerze.
Aparat Adasia uchwycił ją trochę lepiej, mimo to całkowicie zgadzam się z Łukaszem, który napisał:
"Zdjęcia nie mają się nijak do rzeczywistości, bo widok naprawdę zapiera dech w piersiach - zazwyczaj na tyle, że zamiast zrobić zdjęcie gapię się z rozwartą paszczą na mknące po niebie zielone fale, czasem zmieniające kolor na biały czy różowy."Tylko, że u nas nie były to fale, ale raczej czerwone, pomarańczowe, lub żółte drgające słupy światła.
Wszystkie zdjęcia poniżej zrobił Adaś.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Chodząc po jeziorze
Nareszcie poczułem, że Finlandia to jednak miejsce wyjątkowe, a nawet piękne. A tak właśnie pomyślałem stojąc w pełnym słońcu pośrodku zamarzniętego jeziora i ciesząc się jak głupi, że śnieg wokół mnie skrzy się i mieni naprawdę mnóstwem kolorów.
Wersja mniej patetyczna - nasze spore leśne jezioro przypomina obecnie autostradę - Finowie biegają po nim na nartach, ślizgają się na łyżwach, łowią ryby w przeręblu, a w nieco większej wykutej dziurze kąpią się po saunie.
Część z nich po prostu spaceruje po szlaku udeptanym w śniegu przez środek jeziora.
Temperatura wynosi już około -20 stopni, dlatego ufam, że nie powtórzy się sytuacja z pierwszej części dekalogu Kieślowskiego.
sobota, 27 listopada 2010
We wnętrzu Nokii
Wybraliśmy się dziś z Adasiem do oddalonej o 15 kilometrów od Tampere miejscowości Nokia - to właśnie tam powstała pierwsza fabryka słynnej obecnie firmy, która wyprodukowała jeszcze słynniejszy model komórki o numerze 3310.
Obecnie Nokia to małe, senne miasteczko z ładnym kościółkiem i potężnym, acz nieczynnym już kompleksem fabryk - firmę przeniesiono do miasta Espoo, niedaleko Helsinek. Jako że ciężko zwiedza się cokolwiek przy temperaturze minus 12 stopni Celsjusza, a w kościółku akurat odbywał się pogrzeb, znów zobaczyliśmy niewiele.
P.S Pierwszy raz w życiu spotkałem się z takim zapisem daty: 1982 5/22, czyli najpierw rok, a później miesiąc i dzień. Tak oto na cmentarzu w Nokii zapisana była większość dat urodzin i zgonów - rok + różne ułamki.
Obecnie Nokia to małe, senne miasteczko z ładnym kościółkiem i potężnym, acz nieczynnym już kompleksem fabryk - firmę przeniesiono do miasta Espoo, niedaleko Helsinek. Jako że ciężko zwiedza się cokolwiek przy temperaturze minus 12 stopni Celsjusza, a w kościółku akurat odbywał się pogrzeb, znów zobaczyliśmy niewiele.
P.S Pierwszy raz w życiu spotkałem się z takim zapisem daty: 1982 5/22, czyli najpierw rok, a później miesiąc i dzień. Tak oto na cmentarzu w Nokii zapisana była większość dat urodzin i zgonów - rok + różne ułamki.
piątek, 26 listopada 2010
Dlaczego warto pojechać do Estonii cz.1
Przez ostatni czas przy komputerze zajmowałem się jedynie pisaniem o siedemnastowiecznych konfliktach Polsko - Szwedzkich w języku angielskim, więc nie dziwcie się, że nic nowego się tu nie pojawiło.
Ale jest i tu o czym pisać (szczęśliwie po polsku) bo przecież równo tydzień temu wyjechaliśmy do Estonii - do kraju powszechnej szczęśliwości, smacznego piwa, tanich posiłków, marcepanu, grzańca i paskudnej pogody.
Po pierwsze jednak, po długich latach odnalazłem w sklepie sportowym w Tartu ślad byłego koszykarza Śląska Wrocław w postaci jego sporej wielkości zdjęcia z podpisem. Z sezonu 2003 - 2004 zapamiętałem go jako chudego białasa, z przydługawymi włosami, który niczym szczególnym się nie wyróżniał oprócz solidnego rzutu za trzy. Okazało się, że ten facet po przygodzie z polską koszykówką trzy razy wygrał ligę estońską reprezentując barwy Tartu Rocks. O kim mowa? Dla ułatwienia dodam, że ten zawodnik to nie Robert Skibniewski i na szczęście nie jest rudy.
Byliśmy też w pubie, którego właściciel w swoim życiu wpadł na wiele dobrych pomysłów. Po pierwsze otworzył knajpę w dawnej składnicy prochu wybudowanej w 1778, którą obecnie reklamuje się jako najwyższy pub na świecie. Ponadto sprzedaje piwo tylko w dwóch wariantach opisanych w Menu jako: damski- 0,5 litra i męski podawany w litrowych kuflach. Nie koniec jednak na tym, stali bywalcy tego miejsca mogą taki kufelek nabyć na własność i wygrawerować na nim swoje imię i nazwisko, następnie taki piwny dzbanek wiesza się na jednym z kołków umocowanych wokół baru, który czeka tam niczym wierny pies na kolejną wizytę swojego właściciela. Takie kufle posiada cała wspomniana wcześniej drużyna koszykarska z Tartu, która celebruje w tym miejscu swoje zwycięstwa. Trzeba przyznać, że zapewne godnie celebruje. Zapomniałem dodać, że cena kieliszka wódki w Gunpowder Cellar to 65 eurocentów, a kelnerki posiadają pradawną germańską umiejętność trzymania trzech wielkich kufli w jednej ręce. Jednym słowem, zapraszam i polecam, Grzegorz Szklarczuk.
Pozostając przy temacie zapraszania i polecania trzeba wspomnieć o typowo Estońskim przysmaku nazywanym kohuke. Nie wiem do końca z czego robią te słodycze, ale jest to cholernie smaczne, jeszcze bardziej zapychające a w środku zawiera pewien rodzaj sera.
Ale jest i tu o czym pisać (szczęśliwie po polsku) bo przecież równo tydzień temu wyjechaliśmy do Estonii - do kraju powszechnej szczęśliwości, smacznego piwa, tanich posiłków, marcepanu, grzańca i paskudnej pogody.
Po pierwsze jednak, po długich latach odnalazłem w sklepie sportowym w Tartu ślad byłego koszykarza Śląska Wrocław w postaci jego sporej wielkości zdjęcia z podpisem. Z sezonu 2003 - 2004 zapamiętałem go jako chudego białasa, z przydługawymi włosami, który niczym szczególnym się nie wyróżniał oprócz solidnego rzutu za trzy. Okazało się, że ten facet po przygodzie z polską koszykówką trzy razy wygrał ligę estońską reprezentując barwy Tartu Rocks. O kim mowa? Dla ułatwienia dodam, że ten zawodnik to nie Robert Skibniewski i na szczęście nie jest rudy.
Byliśmy też w pubie, którego właściciel w swoim życiu wpadł na wiele dobrych pomysłów. Po pierwsze otworzył knajpę w dawnej składnicy prochu wybudowanej w 1778, którą obecnie reklamuje się jako najwyższy pub na świecie. Ponadto sprzedaje piwo tylko w dwóch wariantach opisanych w Menu jako: damski- 0,5 litra i męski podawany w litrowych kuflach. Nie koniec jednak na tym, stali bywalcy tego miejsca mogą taki kufelek nabyć na własność i wygrawerować na nim swoje imię i nazwisko, następnie taki piwny dzbanek wiesza się na jednym z kołków umocowanych wokół baru, który czeka tam niczym wierny pies na kolejną wizytę swojego właściciela. Takie kufle posiada cała wspomniana wcześniej drużyna koszykarska z Tartu, która celebruje w tym miejscu swoje zwycięstwa. Trzeba przyznać, że zapewne godnie celebruje. Zapomniałem dodać, że cena kieliszka wódki w Gunpowder Cellar to 65 eurocentów, a kelnerki posiadają pradawną germańską umiejętność trzymania trzech wielkich kufli w jednej ręce. Jednym słowem, zapraszam i polecam, Grzegorz Szklarczuk.
Pozostając przy temacie zapraszania i polecania trzeba wspomnieć o typowo Estońskim przysmaku nazywanym kohuke. Nie wiem do końca z czego robią te słodycze, ale jest to cholernie smaczne, jeszcze bardziej zapychające a w środku zawiera pewien rodzaj sera.
wtorek, 23 listopada 2010
Czego nie powinno się zostawiać w saunie
Na drzwiach naszej osiedlowej sauny pojawiła się informacja wydrukowana w języku angielskim i fińskim o następującej treści:
Osobiście nie dotknął mnie jeszcze problem pozostawionych na podłodze prezerwatyw, ale inicjatywa sama w sobie jak najbardziej słuszna.
Osobiście nie dotknął mnie jeszcze problem pozostawionych na podłodze prezerwatyw, ale inicjatywa sama w sobie jak najbardziej słuszna.
poniedziałek, 22 listopada 2010
BUM!
Poniższy tekst to bzdury, okazało się, że jednak zginęły trzy osoby mieszkające w apartamentach nad klubem.
W centrum naszego leniwego miasteczka, pełnego spokojnych Finów i nachalnej pomocy socjalnej wczoraj w nocy ktoś podłożył bombę pod największy nocny klub w Tampere - Love hotel.
W centrum naszego leniwego miasteczka, pełnego spokojnych Finów i nachalnej pomocy socjalnej wczoraj w nocy ktoś podłożył bombę pod największy nocny klub w Tampere - Love hotel.
W przeciwieństwie do wszelkich alarmów, które mieliśmy w liceum bomba wybuchła, klub spłonął doszczętnie i nie odbędzie się zaplanowane na 3 grudnia wydarzenie Ultra Violet Party, na którym obecność zadeklarowało już 47 osób.
A ja cieszę się szczerze, że w tym idealnym kraju mleka, miodu i wysokich emerytur w końcu coś, za przeproszeniem, pierdolnęło.
Szkoda tylko budki z kebabem, która stała zbyt blisko i również spłonęła.
P.S Oczywiście z tego co wiem nikomu nic się nie stało, w przeciwnym razie oczywiście w ogóle bym się nie cieszył.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

